W Lokal Vegan Bistro byłam dokładnie pięć razy. Za każdym z nich wcześniej przeczytałam aktualne menu i zaczęło się – wulkan niezdecydowania rozpoczął erupcję – wziąć makaron, sałatkę, coś z nowego menu, czy stałą pozycję jaką jest „schaboszczak”? W lokalu nigdy nie mogę się oprzeć schabowym, na którym ostatecznie stawało. Zawsze. Bez wyjątku, czy był w wersji zimowej, letniej, czy jesiennej. Jest znakomity.
Przy Kruczej 23/31 panuje przyjazna, nieformalna atmosfera, przypominająca mi bar mleczny. Kiedy nie ma wolnych osobnych stolików, nieznajomi chętnie siadają razem przy większych. Stylistyka lokalu utrzymana jest w prostym skandynawskim stylu – drewniane stoły, krzesła, blaty i szafki. Domowego charakteru dodają rośliny. W restauracji poza głodnymi (a potem najedzonymi) mile widziani są czworonożni pupile.
Kucharze w tym miejscu udowadniają, że tradycyjna polska kuchnia, może mieć swoje odzwierciedlenie w tej wegańskiej. I to w jakim stylu! Z pewnością mojej jedzącej mięso babci, by posmakowało. Schabowym nie tylko każdy się naje, ale przede wszystkich przekona się, że wersja bezmięsna może być o wiele smaczniejsza (o tym, że zdrowsza i etyczna nie wspominając). A dodatki…w nich za każdym razem rozsmakowywałam się z nie lada przyjemnością. Ziemniaczki były idealne, wyjęte prosto z wody, utłuczone z dodatkiem cebulki, która dodała im wyrazistości. Ogórki kiszone – niebo w gębie, a buraczki – smak dzieciństwa!


Zaletą tego miejsca jest jego krótkie menu, które zmienia się co tydzień. Warzywa są zawsze świeże, a seitan i tempeh – znajdujące się w wielu daniach, są dopracowane do najdrobniejszych szczegółów. Na uwagę zasługują również porcje, które pokonają nawet dużego głoda. Sama mogę zjeść i iść w szranki z facetami, a tu przy jednym podejściu jestem w stanie zjeść tylko danie główne.
W Lokal Vegan Bistro piłam rozgrzewający ciepły kompot jabłkowy i zieloną herbatę, która była znakomita i w pełni usatysfakcjonowała wielką fankę herbaty. Do wyboru jest jeszcze mango lassi i kombucha, czyli zdrowy napój na bazie grzyba herbacianego. Ceny kształtują się od 5 do 13 zł.
Na danie główne w lokalu trzeba wydać od 19 do 25 zł, natomiast zupy są w cenie 12 i 15 zł, przystawki około 13 zł, podobnie jak ciacho na deser.
Na swój obiad nie czekałam dłużej niż 10 minut, nie zdążyłam nawet przeczytać do końca artykułu. Za to duży plus 🙂 Lokal Vegan Bistro to miejsce typowo obiadowe. Z gatunku tych, do których przychodzisz, zamawiasz, jesz i wychodzisz. Jest to mała knajpka, w związku z czym długie posiadówy ze znajomymi tu nie przejdą. Raczej będzie dobrym wstępem do udanego popołudnia lub wieczoru. Wpadajcie, bo warto!

Cięty język, ciekawe przepisy do ogarnięcia nawet przez laików, przydatne porady i interesujące cieszące oko zdjęcia – tak w telegraficznym skrócie opisać można książkę, którą mam w rękach.
Ekipa Thug Kitchen zapewni Ci dobrą zabawę i dawkę przydatnej wiedzy. Od 2012 roku tworzą bloga i od tego czasu inspirują ludzi na całym świecie. Napisali trzy książki i jedną z nich chciałabym Wam dzisiaj pokazać. Mowa o „Thug Kitchen. Gotowanie bez zbędnego pieprzenia”. Tak przedstawiają ją sami twórcy: „Żadnych wykładów i pieprzenia bez sensu – po prostu cała masa przepisów na dania oparte na składnikach roślinnych, okraszonych pierdylionem przekleństw i dla równowagi – kapką rad dotyczących zdrowia”.
Książka składa się z sześciu rozdziałów – pierwszy „Carpe pieprzone diem” dotyczy śniadań, drugi „Pierdołki do przekąszenia” – sałatek i kanapek, trzeci „Wielka micha przytulności” – zup i potrawek, pod „Przegryzaczami” w rozdziale czwartym kryją się przekąski, salsy i napoje, „W rolach głównych” znajdziecie burrito, lasagne, curry i na koniec „Słodkie obietnice”, czyli „zajebiste desery”.
To pozycja, którą każda osoba dbająca o swoje zdrowie powinna mieć na półce. Kontrowersyjny język okraszony wieloma wulgaryzmami sprawia, że autorzy to nasi dobrzy ziomale, którzy motywują do ogarnięcia się i nauczenia czegoś nowego. Natomiast zdjęcia, przypominające te które każdy z nas ma w swoim smartfonie, czynią tę książkę swojską i przystępną. Osoby początkujące dopiero rozpoczynające swoją przygodę ze zdrowym gotowaniem nie będą przytłoczone trudnymi przepisami i dziwnymi, trudno dostępnymi składnikami, a Ci bardziej zaawansowani nauczą się czegoś nowego i odkryją pole do kulinarnych eksperymentów.

Chcesz mieć tę książkę? Wystarczy, że weźmiesz udział w konkursie „czy na pewno bez pieprzenia?” nawiązującym do nazwy książki, a następnie odpowiesz na pytanie: jakiej przyprawy w kuchni używasz najchętniej i dołączysz zdjęcie jednej ze swoich potraw (pamiętaj o podpisaniu jej, żebyśmy wiedzieli co to takiego :)). Wiadomość wyślij na maila: angelika@vegemapa.pl lub do naszej skrzynki na Facebooku/ Instagramie. Na Twoje zgłoszenie czekamy do niedzieli 4.11 do godziny 18:00. Potem nasza redakcja wybierze dwóch zwycięzców, którym wyślemy duet idealny na jesienne wieczory: książkę „Thug Kitchen. Gotowanie bez zbędnego pieprzenia” i vegemapowy kubek. Do dzieła!
13-tka jest pechowa? Naszym zdaniem zdecydowanie nie! Szczególnie, że właśnie tyle lokali dołączyło do VegeMapy w ciągu ostatnich trzech tygodni.
Naszą dzisiejszą wycieczkę po Polsce zaczniemy w stolicy. Dokładnie przy stadionie PGE Narodowy. To tu w przejściu podziemnym zjecie falafela w ośmiu różnych wariantach, do tego skosztować możecie pasty z bakłażana, hummusu, belgijskich frytek, dolmy, a na deser – wegańskiej baklawy, ciasta czekoladowego i marchewkowego. Wszystkie te pyszności są dostępne w Falafel Żudi.


Przenosimy się na drugą stronę Wisły i jedziemy na Ursynów, wprost do wegańskiej dżungli – Dżungla – Vegan Food & Craft Beer, gdzie serwowane są potrawy z różnych zakątków świata. Przykład? Proszę bardzo! Załoga restauracji serwuje autorskie “Kanapsy”: Jamaican Jerk Boczniak (kanapka z grillowanym boczniakiem, wędzonym ananasem, czerwoną cebulką i sałatą lollo, podawana w bułce owsiano-orkiszowej z dodatkami i sosem) i Jungle Jackfruit BBQ (kanapka z szarpanym jackfruitem marynowanym w sosie bbq, pomidorem, ogórkiem kiszonym, czerwoną cebulą i sałatą lollo, podawana w bułce owsiano-orkiszowej z dodatkami i sosem) oraz dania talerzowe: warzywny gulasz z kolorową papryką, kiszonymi ogórkami i kawałkami soi, podawany z kaszą gryczaną i surówkami, kotleciki jaglane z soją i cebulką, podawane z ziemniaczkami, ogórkami i sosem czosnkowo-koperkowym. Od samego wymieniania zachciało mi się jeść! 🙂
Vege Love to nowootwarte miejsce, niedaleko metra Stokłosy (adres: Komisji Edukacji Narodowej 85). Serwuje się tu „libańskie przystawki, tajskie makarony, kremowy ramen, sałatki, koktajle owocowe, świeże soki, ciasta własnej produkcji, wegańskie wina, kolorowe drinki i wiele innych smakołyków w niepowtarzalnym klimacie” – informacja z fanpaga.
Jeszcze na moment pozostajemy na Ursynowie. Witamy w Tulsi! To restauracja vege-friendly, która zachęca prawdziwie indyjska atmosferą, klimatem i wyśmienitym indyjskim jedzeniem. Zjecie tu na przykład Kadai Vegetable, czyli gotowane warzywa ze specjalną przyprawą „kadaimasala” w sosie paprykowo-cebulowym i chilli, Dahiwala Baingan – małe bakłażany gotowane w przypawach indyjskich w sosie jogurtowo-kokosowym, czy Aloo Gobi Masala – ziemniaki z kalafiorem w przyprawach indyjskich gotowane w sosie pomidorowo-cebulowym. Lokal ma codziennie inne zestawy lunchowe, w cenie 20 i 25 zł. Siostrzana restauracja Tulsi znajduje się na Mokotowie, 500 m od „Mordoru”. To pozycja numer pięć na naszej liście.
Po tylu wyśmienitych propozycjach, inspirowanych kuchnią z różnych krajów, czas na deser. Aby osłodzić sobie życie, radzimy zawitać do kawiarnio-cukierni Oh My Goji. Skosztujecie tu wyśmienitych ciast i pralinek. Uczta dla oka i podniebienia – zapewniona. Duet Kristina i Daria, które są właścicielkami kawiarni, wyróżnia kreatywne podejście do tworzenia słodyczy. Dobrze przeczytaliście – tworzenia. Ich desery to prawdziwe dzieła sztuki, inspirowane często nieoczywistymi smakami, jak np. lawenda, spirulina, kurkuma, co czyni je wyjątkowymi.


Z Warszawy ruszamy na północ i trafiamy prosto do Handmade Cafe & Pub, restauracji vege-friendly, która ma specjalne wegańskie menu <3. Zjecie tu „flaki”, wege kebab i pięć wegańskich pizz. Słowo od właścicieli: „Przy tworzeniu Handmade przyświecała nam myśl, że musi być to taki lokal, w którym sami chętnie byśmy przebywali. Miejsce to jest spełnieniem naszych marzeń o uczestnictwie w relaksie ludzi jako najprzyjemniejszym z zajęć.” W lokalu regularnie odbywają się imprezy – koncerty i domówki.
W Na Zdrowo je się, jak sama nazwa wskazuje „na zdrowo”. Spróbować tu możecie roślinnych burgerów, autorskich dań jak np. makaronu grochowo-fasolowego z warzywami po chińsku, risotta z dyni i pora, pieczonego bakłażana faszerowanego suszonymi pomidorami, jarmużem i prażoną cieciorką. Jeśli chodzi o słodkości to czekają na Was ciasta – jaglane brownie ze słonym karmelem daktylowym, tarta śliwkowa i lody w wyjątkowych smakach, np. szpinakowo-kokosowym, prażonego słonecznika, czy nerkowców.


Teraz jesteśmy przy ulicy Św. Ducha, gdzie mieści się Anima Cafe. „Jest to miejsce gdzie możesz rozpocząć dzień pysznym wegańskim, zdrowym śniadaniem żeby mieć więcej energii na codzienne czynności. Dbamy też o to żeby w naszej ofercie śniadaniowej znalazły się potrawy bezglutenowe.” – mówi Justyna Łaszkiewicz z Animy. Po południu wpadajcie na pogaduchy przy kawie i ciachu, np. wegańską tartę malinową, eco trufle daktylowe i inne pyszności, jak racuchy dyniowe, które pojawiły się w jesiennej karcie.
Czy może być piękniejszy widok niż ten na morze? Poza pysznym wege jedzeniem Restauracja M15 zapewni Ci piasek, szum Bałtyku i niesamowity krajobraz. W menu znajdziesz między innymi: pieczeń z fasoli z kurkami, selerem i jabłkiem, potrawkę z dyni w towarzystwie batatów z cieciorką i buraczanych kopytek oraz kotlet z kaszy orkiszowej z zapiekanką z ziemniaków. W M15 jest spory wybór smoothie, a także świeżo wyciskanych soków. Restauracja świetnie sprawdzi się na spotkanie ze znajomymi, randkę, event firmowy, weekendowe śniadanie, jak również rodzinny obiad. Ważna wiadomość dla rodziców: zespół M15 organizuje kreatywne warsztaty dla dzieci.


Z urokliwego Sopotu przenosimy się do stolicy Wielkopolski, czyli Poznania. Pozostajemy jednak nadal w temacie liczb i jesteśmy w kawiarni 239. Pyszna kawa lepiej smakuje w towarzystwie równie dobrego śniadania, a te oferuje Wam to miejsce. Na przykład omlet w wersji wege, klubową kanapkę z wędzonym tofu i awokado, a także tofucznicę. Lokal ma w ofercie zestawy lunchowe, oto przykładowe propozycje: krem z kalafiora na mleku kokosowym z grzankami i tymiankiem, pieczony bakłażan z sosem orzechowym podany z pieczoną cieciorką, kaszą gryczaną i granatem oraz dhal z soczewicy z dynią i szpinakiem na mleku kokosowym.
Ze Sczanieckiej przenosimy się na Wawrzyniaka prosto do restauracji Falla. Lokal jest prawdziwą gratką dla fanów wina. Bez trudu każdy znajdzie swój ulubiony gatunek, a wybierać można spośród czerwonych, białych i musujących. Natomiast dzięki pysznej Sangrii można choć na chwilę przenieść się do Hiszpanii. Koniec o piciu pomówmy o jedzeniu! W Falli można zjeść hummusy, wrapy, fallafele. Natomiast jeśli wybierzecie się tam ze znajomymi to serdecznie polecamy Wam hiszpańskie i arabskie tapasy, tak zwane „miski Falli”, w których przekąski podawane są na ciepło i na zimno – wybór należy do Was.


Pozostajemy w Poznaniu. Ostatnim przystankiem na naszej dzisiejszej drodze jest Zielona micha. Każdego dnia przygotowywane są dla Was nowe zestawy dnia na przykład: roladki cukiniowe z tofu podawane z ryżem basmati szpinakiem i kokosowo-orzechowym dressingiem z chili, spaghetti z cukinii i marchewki ze szpinakowym pesto i orzechowym parmezanem, a także kotlet „schabowy” sojowy, kapusta pekińska, rzodkiewka, szczypiorek, sos tatarski, sos tysiąca wysp. Oprócz dań dnia możecie zjeść tutaj roślinne burgery, hummus podawany w towarzystwie fallafeli, sałatki oraz różne wegańskie słodkości. Lokal przyjmuje indywidualne zamówienia na pasztety, pierogi, kotlety i ciasta.
Podczas przygotowaniu tego tekstu, musiałam trzy raz robić przerwę na jedzenie. To najlepsza rekomendacja dla tych miejsc! 🙂
Zdjęcia opublikowane w treści artykułu pochodzą z fanpagy lokali oraz galerii portalu VegeMapa.pl.
Niedziela sprzyjała Wege Festiwalowi i zachęcała do wyjścia z domu. Zainteresowanie wege przysmakami było widoczne już od wejścia na wydarzenie. Na szczęście kolejka przesuwała się szybko, bo personel sprawnie ogarniał kolejnych smakoszy. Zarówno tych kupujących bilety, jak i tych z wcześniej zakupionymi.
Wstęp na wydarzenie kosztował 5 złotych, które zdecydowanie warto było wydać. Event zachęcał kolorami, zapachami i smakami. To na co muszę zwrócić uwagę to problem ze sprawnym zakupem biletów przy pomocy mobilnej wersji strony Ekobilet. Niestety, mimo kilku prób nie udało mi się „przejść dalej”. Na szczęście szybko kupiłam bilet na miejscu. Tu ogromny plus za możliwość płacenia kartą.

Lepszej nie można było sobie wymarzyć. Pałac Kultury to w końcu najbardziej rozpoznawalny budynek w Warszawie. Łatwo jest tam dotrzeć, nawet osobom nie mieszkającym na co dzień w stolicy. Teraz minus dla równowagi: wejście na wydarzenie mogłoby być lepiej oznaczone. Spora kolejka osób chcących wjechać na szczyt PKiN, zagrodziła przejście i chorągiewki charakterystyczne dla Wege Festiwali, a co za tym idzie także wejście na event, były niewidoczne na pierwszy rzut oka.

Powiem Wam tak: było w czym wybierać. Na Wege Festiwalu można było zjeść pyszny obiad, deser, zrobić zapasy na później, kiedy skończyło się już miejsce w żołądku (ja tak zrobiłam :)), a także kupić oryginalne części garderoby, książki, kosmetyki i akcesoria do domu.


Przy każdym suto zastawionym stoisku witali wystawcy, np. Żarcie Mamuśki serwujące ręcznie lepione pierogi, załoga Masittā Korea food przygotowała udon z warzywami i tofu w różnych wariantach oraz Smak Obfitości, który przyciągał pasztetem z soczewicy, dyniowym puddingiem i kokosowym ciachem. Podczas eventu można było kupić także kiszonki, soki i pigwoniady od Pozytywnie Zakiszonych, masło orzechowe z Orzechowni, roślinne sery od Wege Sióstr i produkty od Igora i Rafała z Bezmięsny Mięsny. Na evencie spotkałam także Darię – połowę kobiecego duetu z Oh my Goji – kawiarnio-cukierni, która niedawno dołączyła do VegeMapy. Ich stoisko kusiło wszystkie zmysły ręcznie robionymi pralinkami i ciastami. Czekoladowe wróciło ze mną do domu i muszę przyznać, że lepszego dawno nie jadłam 🙂 Zdjęcie znajdziecie na Instagramie VegeMapy.


Mimo bardzo dużej liczby odwiedzających, każda z osób mogła przycupnąć by zjeść zakupione żarełko. Pośrodku dwóch dużych sal, gdzie odbywał się event stały długie stoły z ławami. Natomiast w rogach między filarami było na tyle dużo miejsca, żeby zjeść coś na szybko, nikomu nie wadząc i nie zostając potrąconym przez innych smakoszy.
Mój obiadowy zestaw wyglądał następująco: warzywne pierożki na parze z dodatkiem sosu sojowego (15 zł) i jaglane ciasto kokosowe (10 zł). Do domu pojechało ze mną czekoladowe ciacho z Oh my Goji (10 zł) i zapas pierogów z Żarcia Mamuśki (15 zł/6 szt.). Wybrałam te z zieloną soczewicą i boczniakami, cukinią ze słonecznikiem, szpinakiem z czosnkiem i kaszą pęczak ze słodką kapustą.


Wege Festiwal oceniam jako udany. To było wyśmienite popołudnie. Można było spróbować nowych smaków, zrobić zapasy i spędzić czas na intersujących wykładach Hani Stolińskiej-Fiedorowicz, Emila Stanisławskiego, Patrika Baboumiana i Szymona Urbana. Początkowo trudno chodziło się w tłumie, jednak to tylko świadczy o popularności wege jedzenia, i to mnie bardzo cieszy. Dlatego summa summarum ta niedogodność mi nie przeszkadzała. Była jednak inna, na którą musiałam zwrócić uwagę. Mimo że na plakacie promującym wydarzenie znalazł się słodki mops, na event nie można było wejść z pupilem. Administracja budynku PKiN nie wyraziła na to zgody. Smuteczek…Nie odkryję Ameryki pisząc, że wege ludzie lubią zwierzęta i chętnie zabierają je na tego typu wydarzenia.
Kolejne eventy odbędą się we Wrocławiu (10.11) i w Bydgoszczy (17.11). Przybywajcie tłumnie 🙂
Pierwsze jesienne chłody poznaję po tym, że wieczornym wyjściom miejsca ustępuje pichcenie w domu. Do faworytów należy danie, które ostatnimi czasy często gościło na moim stole. Raz z dodatkiem ryżu, innym razem w towarzystwie ziemniaczanego puree, a także w szybkiej wystudzonej wersji – na kromce świeżego żytniego chleba. Mowa o leczo. Potrawie, która w oryginalnej węgierskiej wersji jest mięsna i tłusta, a w wegańskiej – wydobywa to co najlepsze ze smaku warzyw i nie tylko wspaniale smakuje, ale i rozgrzewa.
Składniki:
1 cebula żółta lub 2 szalotki (polecam charakterystyczną w smaku, choć niepozorną szalotkę);
2 – 4 łyżki oliwy z oliwek;
2 papryki czerwone;
1 cukinia;
1 łyżka papryki słodkiej;
½ łyżeczki papryki ostrej;
1 puszka krojonych pomidorów lub passaty;
sól i czarny pieprz (najlepiej świeżo zmielony).
Przygotowanie:
Zaczynamy od łez, ale później będzie już tylko lepiej – obiecuję Drobno siekamy cebule. Następnie papryki i cukinię kroimy w niewielką kostkę. Potem w rondelku rozgrzewamy oliwę, dodajemy cebulę i czekamy aż lekko się zarumieni. Dodajemy pokrojoną wcześniej paprykę. Cały czas mieszamy, żeby nie przywarła do garnka. Po 3-4 minutach wrzucamy cukinię, potem wsypujemy paprykę słodką i ostrą. Dzielnie mieszamy do momentu aż papryka nie zrobi się miękka. To znak, że czas na pomidory. Passata lub krojone – jak wolicie. Wszystko dusimy przez około kwadrans, a potem doprawiamy solą i pieprzem. Czekamy jeszcze kilka minut, aż składniki się „przegryzą” i gotowe!
Dajcie znać, jakie są Wasze sprawdzone jesienne przepisy!
Nieuchronnie zbliżająca się jesień sprzyja odkrywaniu zacisznych miejsc, w których można smacznie i zdrowo zjeść. W naszym dzisiejszym zestawieniu wskażemy Wam lokale, do których warto się wybrać. Znajdują się one w Bieszczadach, na Śląsku, Mazowszu, nad Bałtykiem i na Warmii. Nie ma na co czekać, zaczynamy naszą kulinarną podroż!
Zacznijmy od południa Polski. W centrum Rzeszowa między Uniwersytetem Rzeszowskim a Urzędem Miasta znajduje się Cocina Verde. Lokal jest interesującym połączeniem kuchni wegetariańsko-wegańskiej i śródziemnomorskiej. Poza smakami rodem z Włoch, np. pizzy, można skosztować tu wegańskich ciast – tofurnika, muffinek, kulek mocy, a potem wrócić do domu z wypiekami przygotowywanymi na miejscu – chlebem z mąki orkiszowej, bezglutenowym, a także calzonetkami z nadzieniem, które trafi w gusta każdego – grzybowym, szpinakowym, zainspirowanym lecho i meksykańskim. Pomysł na Cocinę zrodził się podczas jego pobytu na Gibraltarze, gdzie jej pomysłodawca prowadził firmę cateringową i eksperymentował ze smakami tamtejszej kuchni.

Kto z nas nie myśli czasem, żeby rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Pewnie uzbiera się spora ekipa, chcąca wyrwać się z miejskiego zgiełku. Dlatego dla fanów górskich klimatów mamy kolejną kulinarną propozycję – jest nią lokal Bieszczadzka Legenda. Jego założyciele „lubią wegetarian i wegan, którzy zawsze znajdą u nas wybór smacznych posiłków, a czasem zaskoczymy bezmięsnym daniem z poza karty”. Zjecie tu na przykład barszcz ukraiński, fuczki, czyli kotleciki z ziemniaków i kiszonej kapusty podawane w towarzystwie mixu sałat i sosu, wegańskie leczo, burgera z buraka i falafela. Poza jedzeniem ważna jest muzyka, posłuchacie tu starego dobrego reggae i wczujecie się w jamajskie klimaty.
Teraz przyszedł czas na nowe miejsce na Śląsku, otwarte zaledwie od ostatniej niedzieli. Mowa o VegeExpressie. Czym będę zdobywać względy Waszych kubków smakowych? Ma być szybko i zdrowo – wegański kebab i hot dogi. Wege mięso i kiełbaski nie są kupowane, a robione na miejscu, w lokalu. Poza tym dostępne będą świeże sałaty i zdrowe koktajle. Nie mogło zabraknąć także deserów – wegańskiego ptasiego mleczka i bezy z aquafaby (aquafaba – woda po ciecierzycy lub innej roślinie strączkowej).
Jak zrodziła się koncepcja lokalu? „Pomysł otwarcia wegańskiego baru zrodził się w mojej głowie już kilka lat temu (nie jem zwierzątek już ponad 10 lat). Wcześniej nie miałam odwagi wyrwać się z korporacji, ale w końcu się udało! Ponieważ w Gliwicach jest niewiele wegańskich knajpek, postanowiłam stworzyć własną!” – wyjaśnia Michalina, właścicielka Vege Expressu.
Wyjeżdżamy z Gliwic i przenosimy się do Kielc. To tutaj znajdziecie bistro Wegemania, w którym menu oparte jest na ekologicznych produktach z lokalnych upraw. Zjecie tu na przykład gołąbki soczewicowe w sosie boczniakowym, „devolaya” w sosie pomidorowo-cukiniowym, pierogi włoskie lub spaghetti. A na deser…kokosowa tapioka, owocowa tarta i deser dnia. Wegemania oferuje również opcje cateringu dietetycznego.

Relax na Wilczej to warszawska kawiarnia, w której nie tylko napijecie się pysznej i aromatycznej kawy, ale także zjecie śniadanie. Także ze swoimi znajomymi, którzy nie są wege. Wśród „zielonych” opcji znajduje się tofucznica z kurkami i koperkiem, smoothie bowl na mleku migdałowym z granolą, kanapki z pastą bezjajeczną z warzywami i majonezem koperkowym. Dodatkowo lokal oferuje specjalne menu, w którym dominuje wybrane warzywo. Do tej pory można było spróbować sałatek, quiche i ciast z cukiniowym, dyniowym i marchewkowym motywem przewodnim. Relax na Wilczej dołączył do akcji „Z własnym kubkiem”, dzięki czemu za kawę we własnym kubku zapłacicie złotówkę mniej i co najważniejsze dbacie o środowisko. W kawiarni organizowane są wieczory degustacyjne, podczas których można rozsmakować się w kawach speciality z palarni z różnych zakątków świata.
Bałtyk to urokliwe miejsce, gdzie nas jeszcze dzisiaj nie było. Czas to nadrobić. We Władysławowie przy Rybackiej 10A mieści się restauracja vege-friendly – Kafe Roza. Serwowane są tu śniadania i obiady, po których czekają na Was lody i inne pyszne desery własnego wyrobu. Wśród wege opcji znajdziecie domowe musli, wege grochówkę, cieciorkę w pomidorach, gulasz sojowy z papryką i warzywami, pasztet z fasoli w duecie z sosem pomidorowym i pierogi z soczewicą. W Kafe Rozie znajdzie się także coś dla herbaciarzy, którzy mają tu spory wybór różnych naparów. Lokal jest otwarty tylko w sezonie letnim.
Zgodnie z zapowiedzią nasze dzisiejsze zestawienie kończymy w stolicy województwa warmińsko-mazurskiego, czyli Olsztynie. Tu tu przy ulicy Prostej możecie napić się wyśmienitej kawy (wyłącznie segmentu speciality). Czarnej lub z mlekiem roślinnym, jak wolicie. Idealnie komponuje się ona z wegańskim ciastem lub deserem chia. Warto spróbować również koktajli owocowych, które dostępne są w czterech różnych wersjach i śniadań. „Pomysł na Kofikadę zrodził się w Oslo, w którym przez ostatnie lata swojego życia mieszkaliśmy. Chcieliśmy stworzyć lokalną kawiarnię, wokół której powstałaby społeczność dbająca o zdrowie i przyrodę. Postawiliśmy na jakość kawy i alternatywne metody jej parzenia oraz na menu, które w całości robimy na miejscu. Uważamy, że ruch wegański jest istotny, dla przyrody i naszego zdrowia, dlatego też strefa wegańska pojawiła się w naszym menu. W naszym zespole pracują weganie z czego jesteśmy dumni.” – opowiada Bartek.

Już za miesiąc kolejne zestawienie! Chcesz, aby Twój lokal dołączył do mapy? Wpisz go lub napisz do nas na angelika@vegemapa.pl.
Upały wyciągają z człowieka resztki sił. Sprawiają, że zaledwie po kilku godzinach pracy czujemy się wymęczeni jak po uczestnictwie w triathlonie. Co zrobić, aby być bardziej produktywnym i tracić mniej energii w ciągu dnia?
Wydawać by się mogło, że słońce pozytywnie nas nastraja i przybywa nam sił. Dzięki promieniowaniu słonecznemu wytwarza się bowiem witamina D, która odpowiada za nastrój i chęć do życia. Jednak „każdy kij ma dwa końce” i tak jest także w tym przypadku. Wysoka temperatura powoduje, że łatwiej nam się odwodnić, dlatego pierwszą receptą na dobre samopoczucie jest uzbrojenie się w butelkę wody mineralnej i popijanie jej małymi łykami w ciągu dnia. Zapotrzebowanie w trakcie upałów rośnie do 3-4 litrów dziennie, więc jeśli trudno Wam zmotywować się do picia samej wody, dobrym pomysłem jest dodanie do niej dowolnych owoców, które urozmaicą Wam jej smak. Pamiętajcie, suchość w ustach to znak, że już brakuje nam H2O.
Jak na VegeMapę przystało nie może obyć się bez jedzenia i wege przysmaków, takich jak na przykład nasze ulubione warzywo, czyli marchewka. Dzięki zwiększeniu jej udziału w diecie, jesteśmy odporniejsi, mamy ładniejszą skórę, a oczy są w lepszej kondycji. Polecamy marchewkową chrupiącą przekąskę lub wersję obiadową w gotowanej formie. Co ważne, marchewkę lepiej gotować w całości, dzięki temu zamkniemy w warzywie wszystkie składniki odżywcze.
Co stawia na nogi lepiej niż kawa? Odpowiedź jest prosta burak! Sok z tego warzywa dodaje energii, wzmacnia odporność organizmu, obniża ciśnienie krwi i usuwa wolne rodniki. Wystarczy szklanka dziennie, aby poczuć się lepiej.

Zielona herbata usuwa uczucie senności, pobudza i orzeźwia. Wszystko dzięki dużej zawartości teiny działającej tak samo jak kofeina znajdująca się w kawie. To właśnie teina sprawia, że zielona herbata ułatwia proces uczenia się i poprawia zdolność kojarzenia. Najbardziej pobudza świeży napar, dlatego polecamy Wam zastąpić nim poranną kawę.
W trakcie upałów wraz z potem, pozbywamy się cennych dla prawidłowego funkcjonowania elektrolitów. Jednym z nich jest potas, którego możemy dostarczyć, racząc się koktajlami ze świeżych ogórków lub melona. Dlaczego akurat z tych składników? Ogórek w 95% składa się z wody i zawiera (ok. 140 mg/100 g) potasu. Natomiast w soczystym melonie skrywa się go aż 280 mg/100 g. To ponad cztery razy więcej niż w arbuzie!
Oto nasz przepis na połączenie ogórków i melona w jednym energetycznym napoju:
Składniki:
Przygotowanie:
Obierz melona, wyjmij pestki, a następnie pokrój owoc na mniejsze kawałki. Podobnie zrób z ogórkiem. Składniki umieść w pojemniku blendera. Dodaj sok z cytryny i zmiksuj wszystko. Koktajl gotowy, wystarczy dodać do niego kostki lodu i listki świeżej mięty.
A jakie są Wasze patenty na lepsze samopoczucie i energetyczne doładowanie? Dajcie znać w komentarzach!