Nasz wegemapowy przegląd zacznijmy od świeżynki. Happy cake wege to profil założony zaledwie na początku września. Prowadzi go Marianna z Piaseczna (koło Warszawy), która zajmuje się przygotowywaniem wegańskich słodyczy na zamówienie. Na jej profilu znajdziecie kolorowe zdjęcia ciast, cukierków i babeczek. Jest pysznie, ale uwaga…od samego przeglądania ma się ochotę na coś słodkiego.

Dobre zielsko to profil Małgosi – weganki, dietetyczki i blogerki z Poznania. Znajdziecie tu dużo ciekawych (często bezglutenowych) przepisów i kulinarnych inspiracji. Małgosia chętnie dzieli się tym co ją otacza i inspiruje. Mimo że przeważają kolorowe zdjęcia jedzenia, są tu także fotografie z wakacji czy domowej szklarni.

Happy herbivorous blog – profil blogerki Zuzi Cybulskiej. Znalazł jest w naszym rankingu ze względu ciekawe opisy do zdjęć, na których widać najprawdziwszą prawdziwość – nie tę instagramową, gdzie wszystko jest podkoloryzowane i udoskonalone filtrami. Zuzia chętnie dzieli się autorskimi przepisami, które koniecznie musimy kiedyś przetestować!

Okiem i brzuchem da się opisać w trzech wyrazach – prawdziwa bomba kolorów! Profil należy do Daniela Perełkiewicza i poświęcony jest jego największym pasjom, do których należy: sztuka, gotowanie, recykling meblarski i rękodzieło. Spośród innych zdjęć na Instagramie, te wyróżniają ciekawe kompozycje przywodzące mi na myśl mandale.

Daniele Barresi_artist – to zagraniczny akcent na naszej liście. Widzieliście kiedyś prawdziwe dzieła sztuki zrobione z warzyw i owoców? Na tym profilu macie okazje je zobaczyć. Daniel jest wielokrotnie nagradzanym rzeźbiarzem z Australii. Liczba jego obserwujących mówi sama za siebie – to ponad 65 tysięcy!

Które profile podobały Wam się najbardziej? A jakie Wy obserwujecie i dodalibyście je do naszej listy? Piszcie śmiało, to zrobimy wspólny ranking.
Zdjęcia zamieszczone w artykule pochodzą z wymienionych profili na Instagramie.
W tej warszawskiej restauracji byliśmy dwa razy. Za każdym razem z kilkudniowym wyprzedzeniem rezerwowaliśmy stolik, co jest niewątpliwie dobrą wróżbą. W artykule opowiemy Wam o przebiegu naszych dwóch wizyt.
Restauracja jest pełna już od wejścia. Upłynęła chwila zanim ktoś do nas podszedł i ulokował nas przy stoliku. Kelner zjawia się szybko i jest dokładnie wtedy kiedy go potrzebujemy. Za drugim razem było gorzej, bo zapomniał o naszym zamówieniu. Na szczęście wybrnął z sytuacji i po niedługim czasie otrzymaliśmy zamówione dania.
Lokal na Poznańskiej jest przyjazny, ma minimalistyczny design i wszystko prezentuje się bez zarzutu. Minusem są jednak niewielkie odległości pomiędzy stolikami. Po 19:00 w restauracji panuje spory gwar, który uniemożliwia swobodną rozmowę.
Mieliśmy okazję spróbować koktajli, herbaty zielonej oraz zimowej. Ta ostatnia powaliła nas na kolana. Była rozgrzewająca, aromatyczna, korzenna i słodzona konfiturą.
Wzięliśmy sobie zestaw falafeli. Porcja w sam raz na małą kolację lub wstęp przed daniem głównym. Sos aioli był wyborny, drugi naszym zdaniem był nieco za ostry, ale co kto lubi.
Garnuszek Coco Curry, czyli kotleciki w gęstym sosie cebulowym na mleku kokosowym i z żółtym curry to danie dobre i pożywne. Jedząc je masz wrażenie, że robisz dobrze swojemu organizmowi, bo produkty są świeże i wysokiej jakości. Jednak wielkość porcji może nie podołać dużemu głodowi.
Falafel set – składa się z 10 kotlecików z cieciorki, podanych w towarzystwie sosów harrisa i aioli z ziemniaczanymi wedgesami i sałatką Waldorf. Jeśli ktoś z Was ma chęć na dobrego falafela to serdecznie polecamy. Odpowiednio chrupiące, dobrze przyprawione kotleciki i wyborne sosy. Jesteśmy smakoszami ziemniaków w każdej postaci, a te będące dodatkiem do dania, w pełni spełniły nasze oczekiwania. Jedynym zarzutem może być wielkość porcji.

Za pierwszym razem mieliśmy dużo większy wybór deserów, za drugim musieliśmy brać to co zostało :). Torcik Rocher z czekoladą truflową był bardzo dobry. Konsystencja musu, wyborna czekolada i nieprzesadzona słodkość, czyni ten deser jednym z naszych ulubionych. Bezsernik z owoców leśnych z różaną białą czekoladą i pudrem malinowym niestety nie zalicza się do tego grona, bowiem przypadł nam do gustu. Był zbyt kwaśny.

Tel Aviv to miejsce idealne na randkę lub spotkanie z przyjaciółką. Dobre jedzenie, miła obsługa i lokalizacja, czynią ten lokal bardzo intersującym miejscem w stolicy.
Filip z Konopi to pierwsza konopna restauracja w Polsce. Ta interesująca warszawska miejscówka zostanie otwarta 18 października i w przeciwieństwie do nazwy, jej otwarcie jest bardzo stosowne i bardzo w porę. Dzięki temu powstanie nowe miejsce na mapie stolicy, które warto odwiedzić i ukoi jesienną chandrę unoszącą się w powietrzu.
W Filipie z Konopi będzie można skosztować w 100 procentach roślinnych produktów. W menu mają się znaleźć: HempBurgery, Spliffy (tortille), Hemp Dogi, zupy, (w tym siemieniotkę, która jest tradycyjną wigilijną zupą na śląsku) oraz domowe ciasta. A gdzie te konopie zapytacie? Otóż do przygotowania wymienionych wyżej rarytasów załoga Filipa z Konopi użyje: nasion, oleju, mąki, masła i białka konopnego, a także kwiatów i liści konopi.
Konopie to najlepsze źródło białka. Wszystko za sprawą zawartości kwasów omega-6, omega-3 oraz i 10 aminokwasów. Poza tym są cennym źródłem witaminy E, żelaza, wapnia, cynku, fosforu i magnezu. W dwóch słowach – to samo zdrowie!
18 października restauracja nie będzie zajmowała się tylko karmieniem pierwszych gości, będzie także pomagać. 20 procent obrotu z tego dnia trafi na szczytny cel, który wybiorą internauci.
My już nie możemy się doczekać! 🙂
Wszystkie niezbędne informacje zdobędziecie klikając w link.
Wyobraźcie sobie następującą sytuację: wchodzicie do restauracji, zamawiacie wybrane dania, zjadacie je, nie płacicie i nie goni za Wami wkurzony ochroniarz.
Takie rzeczy są możliwe w restauracji u popularnego wokalisty rockowego Jona Bon Joviego. Restauracja nazywa się Soul kitchen („Kuchnia duszy”) i jest w New Jersey. Zastanawiacie się pewnie: skoro nikt nie płaci to jak funkcjonuje restauracja? Za swój posiłek można zapłacić na dwa sposoby – tradycyjnie, pieniędzmi lub własną pracą, np. na zmywaku.
– To nie jest kuchnia. Możesz przyjść tu zjeść z godnością i klasą, srebrnymi sztućcami. Zjeść lepsze (niż w jadłodajniach), zdrowe, pożywne posiłki – powiedział wokalista.

Jon Bon Jovi wpadł na ten pomysł pod wpływem informacji o tym, że jedna na sześć osób w Stanach Zjednoczonych idzie spać głodna. Ostatecznie najważniejszym bodźcem do założenia restauracji, okazało się obejrzenie programu telewizyjnego, który pokazywał radość amerykańskich ubogich rodzin podczas jedzenia w restauracji.
– Jeśli przyjdziesz i powiesz: jestem głodny – nakarmimy cię. Ale będziemy chcieli, abyś coś dla nas zrobił. Chcemy dać ludziom możliwość zapracowania na swoje jedzenie – powiedział lider zespołu Bon Jovi.
Pyszne, wielofunkcyjne i co najważniejsze – pochodzenia roślinnego. Proces tworzenia mleka nie zajmuje wiele czasu, a w zamian za to drobne poświecenie mamy pyszny napój domowej roboty. Bez sztucznych dodatków, więc same plusy. Co ciekawe, coraz więcej naszych mięsożernych znajomych przyznaje się do picia wege mleka, twierdząc że po nim czują się zdecydowanie lepiej. Wszystko przez laktazę (enzym jelitowy odpowiedzialny za rozkład cukru mlekowego – laktozy), którego organizm produkuje coraz mniej, wraz z wiekiem. Koniec gadania, trzeba przystąpić do działania!
Do jego przygotowania potrzebujemy:
1 szklanki migdałów blanszowanych;
ok. 2,5 l wody mineralnej;
3 łyżek syropu z agawy.
Obrane z łupinek migdały zalewamy wodą (tak żeby wszystkie były przykryte) i zostawiamy na noc. Rano przecedzamy nasze migdały i lokujemy je w blenderze. Dodajemy do nich dwa litry wody źródlanej oraz syrop z agawy i całość miksujemy na najwyższych obrotach. Następnie przelewamy nasze mleko przez gęste sito lub gazę i już! Resztki, które zostaną nam na sitku możemy ponownie zalać wodą, zblendować i odcedzić.
Składniki:
200 g wiórek kokosowych (zwróćcie uwagę, żeby były bez substancji konserwujących);
1,2 l wody.
Podobnie jak w przypadku mleka migdałowego, wiórki zalewamy wodą (na około 2 cm powyżej) i zostawiamy na noc. Rano miksujemy je blenderem, następnie przekładamy na gazę i przecedzamy.
Oba mleczne napoje należy przechowywać w lodówce, najlepiej w szklanych butelkach. Dajcie znać, jak Wam wyszło Wasze mleko.
O tym, że jest smaczny, zdrowy i ma dużo witaminy C, wie doskonale każdy z nas. Ale co takiego robi w naszym organizmie, że warto go pić każdego dnia? Tego dowiecie się z artykułu.
Sezon jesienny już się rozpoczął, odporność jest w cenie, więc zacznijmy od najistotniejszej zalety soku pomarańczowego. Zawiera on na tyle dużo witaminy C, że może przyspieszyć leczenie przeziębienia i grypy. A kiedy jeszcze nie jesteśmy chorzy, wspomoże odporność.
Cierpicie na zgagę, niestrawność lub często męczy Was ból żołądka? Sok przyjdzie z pomocą. Zawarte w pomarańczach witaminy A i C wywierają ochronne działanie na błonę śluzową przewodu pokarmowego. Poza tym pomarańcze są bardzo dobry źródłem błonnika, który wspomaga zdrowie żołądka i jelit, a także zapewnia ochronę przed wrzodami.
Pomarańcze są wskazane w diecie kobiet w ciąży oraz cukrzyków. Wszystko za sprawą kwasu foliowego oraz niskiego indeksu glikemicznego. Ma także działanie moczopędne, dzięki czemu pomaga organizmowi lepiej oczyszczać się z toksyn.
To jeszcze nie wszystko. Stres, niewłaściwa dieta, brak ruchu oraz leki przyczyniają się do tego, że choroby układu krążenia są nie tylko przypadłością naszych dziadków i babć, ale cierpią na nie coraz młodsi ludzie. Sok pomarańczowy pomaga i na to. Zawiera on bowiem flawonoidy, które zmniejszają cholesterol i zapobiegają zatykaniu się żył. Dzięki nim zmniejsza się ryzyko zatoru i zawału serca.
Z pewnością zdrowotnych pretekstów do picia soku pomarańczowego jest jeszcze dużo, dużo więcej, ale czy trzeba Was bardziej przekonywać? 🙂
Szczególnie w deszczowy i zimny poranek pożywne śniadanie, może uratować nam dzień i pomóc odzyskać formę, dobry nastrój, a także chęć wyjścia z domu. Czasu jednak jest niewiele. Kompromisem, który pozwoli i dobrze zjeść, i spokojnie naszykować się do wyjścia są trzy nasze ulubione śniadania. Oto one:
Przygotowanie takiego śniadania razem ze zjedzeniem zajmie Ci kwadrans. Wystarczy kilka owoców, które masz pod ręką, wiórek kokosowych lub cynamonu (w zależności od wyboru owoców), szklanka mleka (rodzaj zależy od preferencji), pół szklanki płatków owsianych i odrobina cukru.
Co dalej?
Ugotuj w mleku płatki owsiane (pół szklanki płatków na szklankę mleka), dodaj odrobinę cukru i wiórek lub cynamonu. Pamiętaj o częstym mieszaniu. W międzyczasie przygotuj owoce – tu pełna dowolność. Po ugotowaniu (i sprawdzeniu, czy są odpowiednio miękkie), przelej je do miseczki i posyp owocami. Prawda, że proste?

Śniadanie można przygotować w dwóch opcjach: wegetariańskiej i wegańskiej.
Zarezerwuj sobie 20 minut, ale obiecujemy, że warto. Przygotuj: banana, ¾ kubka mleka kokosowego, syrop klonowy, wegańskie masło, cynamon, szczyptę wanilii (lub ekstraktu z wanilii), 4 kromki chleba.
Do dzieła!
Zblenduj banana w towarzystwie mleka kokosowego, wanilii i cynamonu. Następnie przelej masę na talerzyk i dokładnie wymocz w niej kromki chleba. Usmaż na maśle na koniec polej syropem klonowym. Polecamy udekorować całość owocami – wtedy jest jeszcze smaczniej i zdrowiej.
Opcja: wegańska
To śniadanie dla osób, które lubią mieszać smaki. Do jego przygotowania potrzebujesz 15 minut. Wystarczą 4 kromki bagietki, ricotta (lub ser a’la ricotta w wersji wegańskiej, Wegan Nerd podpowiada jak go zrobić), 4 małe ogórki gruntowe (schłodzone), 2 łyżeczki masła, 2 łyżki miodu.
Nagrzej piekarnik do najwyższej temperatury, używając najlepiej funkcji grilla. Kromki posmaruj masłem i opiekaj tak długo, aż będą rumiane i chrupiące. Umyj ogórki i pokrój je w słupki. Skrop je miodem. Grzanki posmaruj ricottą i podaj z ogórkami.

Śniadanie można przygotować w dwóch opcjach: wegetariańskiej i wegańskiej.
Smacznego i udanego dnia!
Deszczowa, leniwa sobota. Za oknem leje, a termometr wskazuje 15 stopni. Festiwal Wege Wisła był jednak dobrym pretekstem, żeby tego dnia wyjść z domu. Jedzenie na świeżym powietrzu zawsze lepiej smakuje.
Wege Wisła to przedostatnie wydarzenie w plenerze organizowane przez Wege Festiwal w tym roku. Tym bardziej warto było przyjść. Na branch, obiad lub kolację, bo event trwał od południa aż do godziny dobranocki.
Jak było?
Podczas wydarzenia można było spróbować m.in.: wegańskich burgerów od Chwast Food, pizzy od Pizza lunga, solanki z ciecierzycą, gazpacho i afrykańskiej orzechówki od Soupstancji, azjatyckich przysmaków robionych przez Asian Lan Anh Pho, tradycyjnej wege kuchni polskiej w wykonaniu Smaków Mamuśki, wegańskich hot dogów i kanapek z marynowanym tofu, przekąsek i zup od Organic Corner – Food Store & Bistro oraz indyjskich dań Curry Hut. Ze względu na pogodę my skusiliśmy się na te ostatnie – najbardziej rozgrzewające. Przetestowaliśmy Baigan Mashroom do piyaza oraz Vegetable Kofta. Oba dania były smaczne. Najsłabszym ogniwem były dodatki do nich – surówki i placek. Byliśmy nieco zawiedzeni ofertą deserów. Wiemy, że lody od Micare vegan ice cream są pycha, ale pogoda nie sprzyjała zimnym deserom.
Po 16:00 było już niewiele osób, dlatego wybrane jedzenie dostaliśmy od ręki. Za co duży plus. Minusa dajemy jednak za opcje deserowe i niewielką liczbę wystawców. Ogólnie wydarzenie oceniamy na: 3/5
Co teraz?
Następny event odbędzie się na Plaży Wilanów już w najbliższą sobotę od godziny 11:00.
A na koniec kilka zdjęć z soboty 🙂


